Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sasano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sasano. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lutego 2011

Kagami i kagamishi

Jedną z kategorii irogane ko-tsuba (czyli "starych", tzn pochodzących sprzed okresu Edo tsub z metali kolorowych i ich stopów) są kagami-shi tsuba.

Kagami-shi czyli wytwórcy luster (kagami) produkowali również tsuby, odlewając je, podobnie jak swoje lustra, z brązu lub również np. ze stopów nierafinowanej miedzi (yamagane).

Tsuby te są relatywnie rzadkie, nawet Sasano Masayki w swojej książeczce na ich temat omawia zaledwie nieco ponad dwadzieścia egzemplarzy.

Poniżej zamieszczam kilka przykładów tsub kagami-shi oraz luster z brązu. Porównajcie proszę motywy i technikę wykonania. Jedna z tsuba kagami-shi jest po prostu lustrem, w którym wycięto otwory (nakago-ana i kozuka hitsu ana).

Z mojego (przyznaję, skromnego) doświadczenia wynika, że lustro (kagami) wydaje się być lżejsze niż tsuba kagami-shi podobnej wielkości. Stąd też zapewne wątpliwości zgłaszane przez niektórych badaczy i dotyczące pochodzenia tych tsub. Osądźcie sami.

Tsubom kagami-shi nie poświęcano dotychczas zbyt dużej uwagi - moim zdaniem niesłusznie. Są one niezwykle eleganckie, mimo (a może właśnie dzięki) swej skromności. Niektóre motywy zdobnicze stosowane przez kagami-shi zostały zaadaptowane przez takich mistrzów jak Hirata Hikozo, który swe tsuby z irogane często zdobił podobnym do zdobień kagami-shi motywem okina-yasuri. Być może łączenie tych dwóch szkół jest zbyt daleko posunięte, ale moim zdaniem, warto się przyjrzeć jak bardzo okina-yasuri przypominają koncentryczne kręgi na niektórych tsubach kagami-shi.

Oczywiście tsuby kagami-shi dają również asumt do dyskusji nad walorami praktycznymi odlewu w porównianiu z metalem kutym. Wydaje się, że w przypadku metali kolorowych i ich stopów dyskusja ta jest bezprzedmiotowa (patrz dzwony czy też działa z brązu).

Lustro - kagami (brąz, okres Muromachi)
Motyw zdobniczy - kwiaty wiśni (sakura)

Tsuba kagami-shi (z książeczki Sasano) 
Oba otwory funkcyjne późniejsze, zaślepione.
Motyw zdobniczy - por. kagami powyżej 
i tsuba poniżej

Tsuba kagami-shi, Muromachi.
Motyw zdobniczy: kamon klanu Hatakeyama i liście bambusa.
Kamon jest taki sam jak na tsubie powyżej,
wogóle ta tsuba wygląda prawie jak bliźniaczka
tsuby pokazanej przez Sasano.
Oba otwory funkcyjne późniejsze, jeden z nich 
wyścielony suaka i zaślepiony katashirome.


lustro (kagami) - brąz, okres Momoyama, 
motyw żółwia, żurawi i chryzantem.


Tsuba wykonana poprzez przeróbkę lustra (kagami). 
Motyw żółwia, pancerza żółwia i żurawi.
W seppa dai spiłowany grzebiet żółwia 
(por. kagami powyżej - na tej tsubie widać 
jeszcze łapy żółwia z boków nakago-ana) 

Rewers, jak przystało na byłe lustro, całkowicie gładki.


 To znowu tsuba z książeczki Sasano:
widać na niej koncentryczne kręgi, 
do których podobne są Okina-yasuri
Hirata Hikozo


Tsuba Ko-kagamishi, brąz, okres Nambokucho 
(NBTHK origami z atrybucją Ko-Kagamishi)
z kolekcji Henry Wilson'a
Otwór funkcyjny późniejszy. Obfite pozostałości kuro urushi.
Intrygujące są nawiercenia po bokach nakago-ana.
Wspaniały, wczesny egzemplarz tego typu tsub.

Awers i rewers tsuby Ko-Kagamishi
Widać, że nie jest to modyfikacja lustra, lecz prawdziwa
tsuba, zaprojektowana i odlana jako tsuba właśnie

Zdjęcia pochodzą z: 
Sasano Masayuki: "Kagamishi Tsuba" (Tokyo, 1980) www.tetsugendo.com, www.yamabushiantiques.com i www.kodogunosekai.com. Ostatnie dwa zdjęcia publikowane za uprzejmą zgodą Henry Wilson'a.



poniedziałek, 22 lutego 2010

UWAGA: Ta książka zagraża Twojej kolekcji! Sasano: "Early Japanese Sword Guards. Sukashi tsuba"

Zapowiadałem tę recenzję już od jakiegoś czasu, spełniam więc  końcu obietnicę, tym chętniej, że jest to książka o tsubach, która wywarła na ogromny wpływ na mój gust, moje postrzeganie estetyki tsuby i moją skromną kolekcję. Przyznam szczerze - uwielbiam tę książkę i często do niej wracam.


Dlaczego to dzieło, mające zresztą ogromny wpływ na percepcję tsuby na Zachodzie, jest godne polecenia? Jest kilka powodów:

1. Barwny i ciekawy język
Oczywiście dzieło Sasano jest ogromnie wartościowe nie tylko dlatego, że zostało opublikowane w języku angielskim, choć ten argument jest w przypadku fachowej literatury japońskiej bardzo ważny... Ktokolwiek przeczytał kilka przetłumaczonych na angielski opracowań dotyczących nihonto, kodogu czy jedynie tsuby (np. tom VI "Nihon To Koza" czy też "Tsuba. An Aesthetic Study"), wie jak trudno czyta się opracownia tłumaczone z języka japońskiego i jak suche potrafią być to teksty.
Język Sasano, a także jego styl są inne, o wiele bardziej barwne i przez to chyba bardziej przystępne dla zachodniego czytelnika. Sasano nie stroni od przymiotników, śmiało opisuje uczucia i skojarzenia jakie w nim budzą tsuby. Również opisy charakterystycznych cech dzieł poszczególnych szkół są  barwne i plastyczne, co niezmiernie pomaga w zrozumieniu różnic między stylami.

2. Ściśle określony zakres tematyczny
Sasano omawia jedynie tsuby sukashi, czyli posiadające ażurowe wycięcia.  Dzieło obejmuje zatem bardzo długi okres - od wczesnego Muromachi (od 1334) do późnego Edo (do 1867). Choć zakres czasowy jest imponujący, autor omawia zaledwie 21 szkół (w tym ko-tosho i ko-katchushi jako najwcześniejsze szkoły stosujące ażurowe wycięcia). Oczywiście w ciągu sześciu wieków istniało wiele innych szkół produkujących ażurowe tsuby, ale Sasano ogranicza się  do tsub żelaznych czyli tetsu-sukashi, i to do takich, w których  ażur jest jedyną ozdobą.
Oznacza to, że książka nie obejmuje tsub zdobionych wszelkiego rodzaju inkrustacjami (zogan) czy też barwionych (iroe).  Sasano reprezentuje pogląd, że estetyka tsuby żelaznej wynika przede wszystkim z jakości żelaza i kunsztu tsuba-ko w zakresie jego wykuwania. Ukoronowaniem tsub żelaznych jest, zdaniem autora, tsuba ażurowa (sukashi).

3. Znakomity wybór tsub
W książce Sasano prezentuje 216 tsub. Liczba ta nie wydaje się zbyt wielka, ale wybór jest znakomity. Każda z 21 szkół jest reprezentowana przez kilka do kilkunastu tsub, a każda tsuba została bardzo starannie dobrana i jest przeważnie nieprzeciętnym dziełem.

4. Bardzo dobry skład książki i wysoka jakość zdjęć
Książka (moje wydanie pochodzi z 1972 roku) jest pięknie złożona, wszelkie teksty z wyjątkiem opisu tsub są umieszczone w dwóch kolumnach; użyto niewielkiej lecz bardzo czytelnej czcionki szeryfowej. Tak złożony tekst czyta się naprawdę znakomicie. Co do tsub - każdej z nich poświęcono jedną stronę, pośrodku której umieszczono jedno zdjęcie tsuby (od strony omote). Zdjęcia są czarno-białe, ale ich jakość jest bardzo dobra, nawet jak na dzisiejsze standardy. Nie ma porównania ze zdjęciami np. z katalogów Haynesa - u Sasano widać doskonale fakturę metalu. Każda tsuba pokazana jest w stosunku 1:1 - daje to znakomite możliwości ich porównywania. Zdjęcia są naprawdę plastyczne - widać np dokładnie czy brzeg (mimi) tsuby jest zaokrąglony czy kanciasty. Dodatkowo każdy rozdział poświęcony szkole lub kilku szkołom poprzedzony jest kolorową rozkładówką prezentującą wybrane tsuby.

5. Bogate opisy tsub
Każda tsuba ma swój opis, zawierający dokładne wymiary (włącznie z grubością tsuby na brzegu i w seppa-dai), atrybucję (włącznie z okresem, z którego pochodzi), jak również zwięzły komentarz . W komentarzu autor wyjaśnia symbolikę użytego wzoru (szczególnie uroczy jest żyjący na księżycu, legendarny królik, ubijający w moździerzu ryż na ciasteczka mochi), opisuje kolor patyny, jakość żelaza, fakturę, a niekiedy także technikę obróbki (np. wspomniane w innym artykule yakite shitate w tsubach Kanayama). Dużo uwagi poświęca kształtowi seppa-dai i hitsu-ana, rozróżniając wiele ich form. Ponadto często opisuje nastrój jaki budzi w nim dana tsuba, co nadaje jego dziełu ludzki wymiar, daleki od suchych, naukowych elaboratów.

Wymieniłem pięć powodów, dla których warto przeczytać tę znakomitą książkę. Jestem pewien, że każdy z Was znajdzie kilka innych cech, które czynią tę pozycję godną polecenia. Jeżeli jednak planujecie jej zakup, to muszę Was zupełnie poważnie ostrzec - ta książka może sprawić, że przestaniecie lubić niektóre tsuby ze swych kolekcji, a zaczniecie pragnąć takich, jakie przedstawia Sasano.

W następnym artykule pokaże Wam ciekawy hira zukuri wakizashi z hamonem hitatsura, pochodzący z okresu późnego Muromachi. Możliwe też, że zamieszczę zdjęcia dwóch niemal bliźniaczych tsub po to by móc pokazać na ich przykładzie jaka jest różnica między Owari a Kyo-sukashi.


Na specjalne życzenie dodaję zdjęcie tsuby z usagi-no-mochitsuki :-) Akasaka, Tadashige, środkowy okres Edo.



Masayuki Sasano
"Early Japanese Sword Guards. Sukashi Tsuba"
fotografie: Shihachi Fujimoto
Japan Publications, Inc., 1972
284 strony
ISBN 0-87040-176-9




piątek, 16 października 2009

Pielęgnacja żelaznej tsuby. Cz. 2


W pierwszej części skończyliśmy na mrożonce i antrykocie... pora wyjaśnić skąd te kulinaria. Nic prostszego - jeśli odkryliśmy czerwoną rdzę, pierwszym etapem jej usuwania jest jej rozluźnienie, a to najłatwiej osiągnąć poddając tsubę działaniu niskiej temperatury. Przedtem jednak warto kupić kawałek wołowiny z piękną kością goleniową, dobrze wygotować i oczyścić kość, a następnie połupać ją na na różnej wielkości kawałki. 


Aby rozluźnić czerwoną rdzę zanurzamy tsubę w wodzie i zamrażamy ją w zamrażarce, potem odmrażamy. Powtarzamy ten zabieg 3-4 razy, a następnie suszymy tsubę i przystępujemy do mechanicznego usuwania rdzy. W tym celu dobieramy różne kawałki kości i powoli, bardzo gruntownie (jednakże niekoniecznie mocno) obrabiamy kością poszczególne obszary dotknięte rdzą. Kość nie zetrze wartościowej patyny, usunie natomiast czerwoną rdzę. Ważne jest aby pracować nad tsubą cierpliwie i systematycznie - do jej oczyszczenia potrzebnych będzie wiele sesji. Do usunięcia rdzy z wżerów potrzebne będą małe, ostre kawałeczki kości i bendyktyńska cierpliwość. Oczyszczenie tsuby może zająć tygodnie, a nawet miesiące. Pamiętajmy aby w procesie czyszczenia nie pominąć krawędzi tsuby.

Po zakończeniu żmudnego procesu usuwania czerwonej rdzy tsuba niestety nie będzie jeszcze piękna i lśniąca szalchetną, starą patyną. Drobniutkie resztki czerwonej rdzy zawsze zostaną na powierzchni, tsuba będzie matowa i niezbyt ładna. Należy oprzeć się pokusie użycia oleju - olej co prawda nada tsubie lepszy kolor i błysk, ale to nie to samo co głęboki blask patyny. Ponato olej może tsubie w dłuższym terminie zaszkodzić, o czym piszę na samym końcu.

Teraz pora na to co, co znany kolekcjoner i koneser nihonto, R.B. Caldwell określił jako (w wolnym tłumaczeniu) "pieszczenie się" z tsubą. Bez obaw, nie ma tu podtekstów erotycznych, chodzi jedynie o to aby tsubę przy każdej możliwej okazji dotykać, obracać w dłoniach (uwaga, nigdy nie należy dotykać tsuby gołą dłonią - sól i kwasy na powierzchni skóry stymulować czerwoną rdzę) i pocierać czystą, bawełnianą szmatką. Caldwell do pocierania tsub używał nawet przymocowanego do blatu biurka kawałka dywanika, ale nie polecałbym tej metody ze względu na kurz i inne drobiny, które mogą kryć się w dywanie. 

Tak więc każdą wolną chwilę spędzamy na obracaniu tsuby w dłoniach (co jest bardzo relaksujące) i jej pocieraniu szmatką. Sasano optymistycznie zauważa, że dobre efekty pojawiają się już po kilku latach ;-) Oczywiście my, ludzie Zachodu wymyśliliśmy drogę na skróty. Może nie wygląda to strasznie profesjonalnie, ale recepta ta polega na tym aby tsube nosić przez kilka miesięcy w kieszeni (uwaga: bez innch przedmiotów, zwłaszcza komórki lub kluczyków do samochodu). Efekt jest ten sam jak pocieranie szmatką, a dodatkowo lekko wilgotny mikroklimat odzieży może sprzyjać tworzeniu się pożądanej czarnej rdzy czyli patyny. Jest to nota bene recepta spójna z uwagą Sasano o wystawianiu tsuby na zewnątrz (o ile nie pada deszcz) - przyznam jednak, że ze względu na obecne zanieczyszcznie atmosfery polecałbym raczej kieszeń.

Uwagi końcowe: wszystko co napisałem odnosi się do tsub żelaznych! W żadnym wypadku nie należy traktować w taki sposób tsub z metalów kolorowych, gdyż skutkiem będzie ich zniszczenie.

Jedna kwestia pozostaje wszakże otwarta - co robić z żelazną tsubą, która ma aplikacje z metali miękkich (zogan)... Oczywiste jest, że noszenie takiej tsuby w kieszeni lub pocieranie jej szmatką zetrze patynę z tych aplikacji. Mosiądz czy miedź nabiorą blasku, a przecież wyglądałyby szlachetniej ze swą starą patyną. 

Moja opinia na ten temat jest następująca - przy zachowaniu bezwzględnej ostrożności w pracy z kością (aplikacje są niekiedy bardzo delikatne i łatwo je naruszyć), warto jednak usunąć czerwoną rdzę i wydobyć patynę z żelaznej płytki tsuby, nawet jeśli kosztem tej operacji będą błyszczące i wyglądające jak nowe aplikacje. Pocieszam się, że aplikacje te z czasem też spatynowieją - wystarczy tsubę potrzymać kilka miesięcy poza mikroklimatem pudełka z paulowni (na marginesie: warto tsuby przechowywać w pudełkach z drewna paulowni - drewno wchłania wilgoć, a wewnątrz pudełka panuje suchy mikroklimat)

Jestem Wam winien jeszcze jedno wyjaśnienie - dlaczego należy unikać smarowania tsuby olejami. Otóż olej, mimo że teoretycznie chroni tsubę przed rdzą , w dłuższej perspektywie (kilku czy kilkunastu lat) sam może stanowić problem - Sasano pisze, że olej po pewnymczasie ulega oksydacji i pod jego powierzchnią mogą zachodzić procesy korozji. Nazywa nawet to zjawisko "rdzą olejową". Nie sposób lekceważyć takiego autorytetu jak Sasano, dlatego też sam unikam stosowania olejów czy też wosku. Być może jednak uwaga ta dotyczyła olejów roślinnych i mineralnych, nie wiadomo natomiast jak sprawa ma się w przypadku olejów syntetycznych... Chętnie wysłucham tu Waszych opinii, może wśród czytelników tego bloga znajdą się chemicy?

W następnym poście opowiem o moich doświadczeniach z usuwaniem czerwonej rdzy z kilku żelaznych tsub oraz o pewnej tsubie, która znajduje się obecnie w fazie czyszczenia kością. Oczywiście opublikuję jej zdjęcia - zdziwicie się, jak ładnie wyglądała na stronie dealera, a jak dużo rdzy miała pod swą lekko natłuszczoną powierzchnia. Sama tsuba jest zresztą bardzo gustowna i ciekawa... Mam nadzieję, że zaostrzyłem Wasz apetyt? Zatem do usłyszenia :-)