Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tsuchime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tsuchime. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lutego 2010

Fajna tsuba czeka na atrybucję

Obiecałem, że nie będę robił zbyt wielu mini-kantei, ale muszę przyznać, że w tym przypadku publikuję post raczej dla przyjemności pokazania bardzo ładnej (moim zdaniem) tsuby, a także aby się dowiedzieć od czytelników bloga jaką zaproponowaliby dla niej atrybucję.

Tsuba jest duża, wykonana z żelaza, powierzchnia wykończona bardzo starannymi uderzeniami młotka (tsuchime). Mała dygresja - uwielbiam tak wykończoną powierzchnię tsuby, podobnie jak tekkotsu :-)

Omote zdobiona motywem drzewka wiśni (sakura) z pączkami kwiatów i trzydniowym księżycem (oj, chyba dałem się zainspirowć drzeworytom Yoshitoshi...). Ura ozdobiona motywem trawy bambusowej, choć początkowo myślałem, że to motyw dwóch ważek (tombo). Zdobienia wykonane w płaskim reliefie z użyciem aplikacji w złocie (kin-zogan).

Wymiary: 88 x 82 mm
grubość: 3mm

Piękna, nienaruszona patyna koloru ciemnej czekolady.

Przyznam, że chwilowo nie mam jeszcze własnej atrybucji. Mam pewne skojarzenia, ale za mało wiem, aby móc się śmiało wypowiedzieć. Czekam zatem na Wasze opinie :-)





środa, 4 listopada 2009

Co ma tsuba do czarki do herbaty? Czyli dlaczego niedoskonałość jest piękna




Zacznę ten post od pewnego przypuszczenia, które od dawna w sobie noszę. Otóż wydaje i się, że my, Polacy (nie mówię oczywiście o wszystkich Polakach) nie znajdujemy piękna w rzeczach, które są niedoskonałe. Nasze domy muszą mieć świeżutki tynk (najlepiej akrylowy, bo trwały), nasze podłogi muszą być równe jak tafla szkła i pozbawione najmniejszej szparki między deskami, meble nieskazitelnie gładkie i nowoczesne. Wszystko wokół nas ma być doskonałe, trawniczek przycięty na 1 cm, stare drzewo najlepiej usunąć, bo takie powyginane, a jesienią opadające liście tak strasznie szpecą murawę. Jeśli jesteśmy posiadaczami starej tsuby, to korci nas aby ją porządnie wyczyścić, czego efekty bywają opłakane: polecam (a w zasadzie odradzam) wizytę w niektórych muzeach, którym nieopatrznie przekazano kiedyś japońskie uzbrojenie - wizyta tam mogłaby niejedego wielbiciela nihonto przyprawić o zawał... No cóż, wiele nas dzieli od wyrosłych wśród szacownych ruin narodów południa, gdzie stara, wyblakła i popękana powierzchnia stołu jest elementem stylu...


Myślę jednak, że miłośnicy nihonto, znający wartość wiekowej patyny (choćby tej na trzpieniu miecza), i odczuwający estetykę "wabi sabi" czasami odrywają się od cudownie, perfekcyjnie wręcz wykonanych kodogu szkoły Goto i sięgają po coś, co często - bardzo myląco - określane jest stylem rustykalnym. Mówię tu o tsubach z tekkotsu, tsubach wykończonych tsuchimeji i temu podobnych, których urok leży w prostocie i pewnej "gruboskórności" wykonania.


Otrzymałem właśnie taką tsubę. Jest ogromna, ma 9,5 x 8,5 cm, grubość w nakago ana 4 mm, grubość mimi 5-7 mm. Waży ponad 200 gram! Hitsu ana wypełnione shakudo. Ale nie w wielkości leży jej urok - ta tsuba jest wykończona tak, jakby zrobił ją nieudolny uczeń, który tłukł mimi młotkiem jak popadnie, a na dodatek częściowo nadtopił ją w ogniu. Z płytki sterczą w kilku miejscach gruzełkowate, bardzo wydatne "żelazne kości" czyli tekkotsu, na mimi są one znacznie drobniejsze. Ta tsuba ma w sobie jakąś sprzeczność - z jednej strony łatwo zakwalifikować ją jako produkt kiepskiego warsztatu i ewidentnych błędów i odrzucić jako bubel z epoki Edo, z drugiej strony zmusza ona do ciągłego do niej wracania, żąda wręcz fizycznego kontaktu... 


Przez wiele dni szukałem jakiejś analogii do innych przedmiotów o podobnej jak ta tsuba charakerystyce - nota bene nigdy nie pojawiło się w mym umyśle porównanie do rzeczy typowo rustykalnych (być uniemożliwiła mi to niesławna "Cepelia" ze swą mechaniczną ludowościa), ale nic konkretnego niestety się nie pojawiło. Pomógł niezastąpiony Haynes, w którego 5 tomie, na stronie 24, pod numerem 61 znalazłem niewielką tsubę ko-shoami nieco podobną w swej niedoskonałości do mojej i opisaną jako bardzo suto wykonaną, przywodzącą na myśl ceramiczne czarki do herbaty - Raku. Ktoś kiedyś powiedział, że czarki te wyglądają tak jakby urodziła je sama ziemia.  Właśnie! To była brakująca analogia - od czasu kiedy ją przyswoiłem, wiem za co cenię swoją tsubę. Raku to czyste wabi sabi - wstrzemięźliwe, proste, wręcz pierwotne dzieła sztuki użytkowej. Na punkcie Raku oszalał sam Toyotomi Hideyoshi, który szczególnie cenił piękno ceremonii herbaty, zwłaszcza wabi-cha w wydaniu mistrza Sen no Rikyu.


Zachęcam do studiów porównawczych - z jednej strony tsuby Saotome/Tembo lub inne tsuby wykończone tsuchimeji, z drugiej zaś czarki Raku. W kwestii Raku polecam również ciekawy artykuł  Gabora Terebess
'a "Japanese Raku and its American Renaissance" - dostępny tutaj.


Tsuba pójdzie oczywiscie do delikatnego czyszczenia kością, a potem do polerowania szmatką - ma leciutki nalot czerwonej rdzy, który koniecznie trzeba usunąć. Co do pochodzenia tej tsuby, stawiałbym na Shoami - ze względu na szerokość tego pojęcia jest to z mojej strony badzo bezpieczna atrybucja ;-) Nie jestem jednak pewien z jakiego okresu pochodzi - jeśli mam szczęście to jest to ko-Shoami z okresu Momoyama (kiedy to ceramika Raku święciła tryumfy), a jeśli nie, to jest to XIX-wieczna tsuba z okresu odrodzenia tradycji narodowych i powrotu do starych wzorów.


kliknij żeby powiększyć