Chyba dosyć rzadko zdarza się aby w jednej kolekcji spotkały się dwie tsuby, każda z innej szkoły, ale obie posiadające ten sam wzór (matsukawabishi - ciekawą dyskusję na temat tego wzoru znajdziecie tutaj).
Dwie tsuby, pozornie identyczne. Subtelna różnica - jedna z nich jest delikatniejsza i lżejsza choć nieco większa od drugiej, druga zaś bardziej "solidna", cięższa (w dłoni mocno czuć różnicę wagi), choć nieco mniejsza. Na tej cięższej wyraźne, duże"żelazne kości" (tekkotsu), na tej lżejszej kosteczki drobne i subtelne. Jedna z nich to Owari, druga Kyo-sukashi. Zapewne domyślacie się, która jest która?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tekkotsu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tekkotsu. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 lutego 2010
czwartek, 10 grudnia 2009
Jeszcze krótko o tekkotsu i książce Sasano
Jednak zawsze coś się wyczyta nowego we wspaniałej książcie o tsubach Sukashi autorstwa Sasano Masayuki... Wertowałem ją właśnie dzisiaj oglądając głównie tsuby Kanayama, i w jednym z opisów natknąłem się na zdanie: "zastosowano wysoką temperaturę aby stopić powierzchnię i w ten sposób wyeksponować tekkotsu w płaskich partiach tsuby. To dało tsubie charakterystyczne wykończenie przypominające obróbkę młotkiem". To oczywiście zaprzecza opinii jakoby tekkotsu pojawiało się przez wytarcie tsuby w ciągu wielusetniego jej użytkowania. A może nie zaprzecza tylko uzupełnia?
Przyznam się na marginesie, że bardzo chciałbym kiedyś zobaczyć prawdziwą Kanayamę. Przykłady u Sasano są przepiękne. Jeśli nie macie tej książki, a interesujecie się tsubami, to naprawdę zachęcam do kupna. Jest to coś zupełnie innego niż katalogi Haynes'a - przede wszystkim tsuby są starannie dobrane, a typologia wręcz klasyczna. Opisy bardzo dobre, zdjęcia doskonałe, zwłaszcza gdy uwzględnimy ówczesne możliwości techniczne. jeśli życzycie sobie recenzji tej książki, dajcie znać :-)
Przyznam się na marginesie, że bardzo chciałbym kiedyś zobaczyć prawdziwą Kanayamę. Przykłady u Sasano są przepiękne. Jeśli nie macie tej książki, a interesujecie się tsubami, to naprawdę zachęcam do kupna. Jest to coś zupełnie innego niż katalogi Haynes'a - przede wszystkim tsuby są starannie dobrane, a typologia wręcz klasyczna. Opisy bardzo dobre, zdjęcia doskonałe, zwłaszcza gdy uwzględnimy ówczesne możliwości techniczne. jeśli życzycie sobie recenzji tej książki, dajcie znać :-)
środa, 4 listopada 2009
Co ma tsuba do czarki do herbaty? Czyli dlaczego niedoskonałość jest piękna
Zacznę ten post od pewnego przypuszczenia, które od dawna w sobie noszę. Otóż wydaje i się, że my, Polacy (nie mówię oczywiście o wszystkich Polakach) nie znajdujemy piękna w rzeczach, które są niedoskonałe. Nasze domy muszą mieć świeżutki tynk (najlepiej akrylowy, bo trwały), nasze podłogi muszą być równe jak tafla szkła i pozbawione najmniejszej szparki między deskami, meble nieskazitelnie gładkie i nowoczesne. Wszystko wokół nas ma być doskonałe, trawniczek przycięty na 1 cm, stare drzewo najlepiej usunąć, bo takie powyginane, a jesienią opadające liście tak strasznie szpecą murawę. Jeśli jesteśmy posiadaczami starej tsuby, to korci nas aby ją porządnie wyczyścić, czego efekty bywają opłakane: polecam (a w zasadzie odradzam) wizytę w niektórych muzeach, którym nieopatrznie przekazano kiedyś japońskie uzbrojenie - wizyta tam mogłaby niejedego wielbiciela nihonto przyprawić o zawał... No cóż, wiele nas dzieli od wyrosłych wśród szacownych ruin narodów południa, gdzie stara, wyblakła i popękana powierzchnia stołu jest elementem stylu...
Myślę jednak, że miłośnicy nihonto, znający wartość wiekowej patyny (choćby tej na trzpieniu miecza), i odczuwający estetykę "wabi sabi" czasami odrywają się od cudownie, perfekcyjnie wręcz wykonanych kodogu szkoły Goto i sięgają po coś, co często - bardzo myląco - określane jest stylem rustykalnym. Mówię tu o tsubach z tekkotsu, tsubach wykończonych tsuchimeji i temu podobnych, których urok leży w prostocie i pewnej "gruboskórności" wykonania.
Otrzymałem właśnie taką tsubę. Jest ogromna, ma 9,5 x 8,5 cm, grubość w nakago ana 4 mm, grubość mimi 5-7 mm. Waży ponad 200 gram! Hitsu ana wypełnione shakudo. Ale nie w wielkości leży jej urok - ta tsuba jest wykończona tak, jakby zrobił ją nieudolny uczeń, który tłukł mimi młotkiem jak popadnie, a na dodatek częściowo nadtopił ją w ogniu. Z płytki sterczą w kilku miejscach gruzełkowate, bardzo wydatne "żelazne kości" czyli tekkotsu, na mimi są one znacznie drobniejsze. Ta tsuba ma w sobie jakąś sprzeczność - z jednej strony łatwo zakwalifikować ją jako produkt kiepskiego warsztatu i ewidentnych błędów i odrzucić jako bubel z epoki Edo, z drugiej strony zmusza ona do ciągłego do niej wracania, żąda wręcz fizycznego kontaktu...
Przez wiele dni szukałem jakiejś analogii do innych przedmiotów o podobnej jak ta tsuba charakerystyce - nota bene nigdy nie pojawiło się w mym umyśle porównanie do rzeczy typowo rustykalnych (być uniemożliwiła mi to niesławna "Cepelia" ze swą mechaniczną ludowościa), ale nic konkretnego niestety się nie pojawiło. Pomógł niezastąpiony Haynes, w którego 5 tomie, na stronie 24, pod numerem 61 znalazłem niewielką tsubę ko-shoami nieco podobną w swej niedoskonałości do mojej i opisaną jako bardzo suto wykonaną, przywodzącą na myśl ceramiczne czarki do herbaty - Raku. Ktoś kiedyś powiedział, że czarki te wyglądają tak jakby urodziła je sama ziemia. Właśnie! To była brakująca analogia - od czasu kiedy ją przyswoiłem, wiem za co cenię swoją tsubę. Raku to czyste wabi sabi - wstrzemięźliwe, proste, wręcz pierwotne dzieła sztuki użytkowej. Na punkcie Raku oszalał sam Toyotomi Hideyoshi, który szczególnie cenił piękno ceremonii herbaty, zwłaszcza wabi-cha w wydaniu mistrza Sen no Rikyu.
Zachęcam do studiów porównawczych - z jednej strony tsuby Saotome/Tembo lub inne tsuby wykończone tsuchimeji, z drugiej zaś czarki Raku. W kwestii Raku polecam również ciekawy artykuł Gabora Terebess
'a "Japanese Raku and its American Renaissance" - dostępny tutaj.
Tsuba pójdzie oczywiscie do delikatnego czyszczenia kością, a potem do polerowania szmatką - ma leciutki nalot czerwonej rdzy, który koniecznie trzeba usunąć. Co do pochodzenia tej tsuby, stawiałbym na Shoami - ze względu na szerokość tego pojęcia jest to z mojej strony badzo bezpieczna atrybucja ;-) Nie jestem jednak pewien z jakiego okresu pochodzi - jeśli mam szczęście to jest to ko-Shoami z okresu Momoyama (kiedy to ceramika Raku święciła tryumfy), a jeśli nie, to jest to XIX-wieczna tsuba z okresu odrodzenia tradycji narodowych i powrotu do starych wzorów.
kliknij żeby powiększyć
czwartek, 22 października 2009
Dlaczego tekkotsu są oznaką jakości tsuby?
Tekkotsu (czyli, dosłownie tłumacząc: "żelazne kości") to nic innego jak kawałki żelaza o wysokiej zawartości węgla (czyli de facto stali), które występują w tsubie. Widoczne są w formie gruzełkowatej bądź pasemkowatej, zarówno na płytce jak i na brzegu (mimi) tsuby. Niniejszy wywód o tekkotsu zamieszczam zainspirowany kontaktem z tusbą, o której piszę w poprzednim wątku - odkryłem na jej brzegu drobniutkie, granulkowate tekkotsu.
Obecność tekkotsu jest z reguły cechą starszej tsuby i świadectwem dobrej jakości jej wykonania. Tekkotsu są do tego stopnia cenione, że w okresie Edo tsubako czasami naśladowali ten efekt odpowiednią obróbką tsuby za pomocą młotka. Skoro zjawisko tekkotsu jest tak cenione, musi mieć wartość praktyczną albo estetyczną. Ja sam odczuwam estetykę tekkotsu - przyznam, że bardzo lubię gdy w obracając tsubę w palcach wyczuwam te "żelazne kości" (choć nie jestem pewien czy nie mam tego aby dopiero od czasu kiedy dowiedziałem się jak bardzo to zjawisko jest cenione). Znając podejście Japończyków stawiałbym na wartość praktyczną, z której z kolei rodzi się estetyka (jeśli podba się Wam np. tradycyjne, ludowe budownictwo drewniane, to wiecie już o czym mówię).
Czym jest tekkotsu? Są na ten temat dwie teorie, które zresztą wcale się wzajemnie nie wykluczają: jedna z nich mówi, że to skupiska stali, które powstają w procesie obróbki żelaza (wielokrotne rozgrzewanie, składanie i skuwanie żelaza). Nie wchodząc w detale, które lepiej skomentuje specjalista (Panie Bartku, może miałby Pan ochotę?), zaznaczę, że tekkotsu zwiększa odporność tsuby na uderzenie, a to dzięki lokalnemu zmniejszeniu ciągliwości żelaza (tekkotsu tworzą "wyspy" o większej twardości, które zatrzymują pęknięcie). Druga teoria mówi, że tekkotsu to efekt uboczny "recyklingu" - tsubako korzystali z różnego rodzaju skrawków żelaza, które dodawane były do placka żelaza na tsubę. Tak czy owak, estetyka tekkotsu wyraźnie wyrasta z ich roli praktycznej, tj, wzmocnienia konstrukcji tsuby. Zapewne wzmocnienie takie miało sens, w szczególności przy niektórych tsubach sukashi (np. Kanayama czy Kyo-sukashi) lub też przy bardzo cienkich płytkach tsub ko-katchushi ("gruba" tsuba chyba nie potrzebuje tekkotsu...) Nota bene, świetny artykuł na temat podobieństwa materiałowego, funkcjonalnego i procesu produkcji żelaznych tsub i zbroi z okresu Muromachi napisali kilka lat temu Boris Markhasin i Andrew Mancabelli - polecam tę lekturę wszystkim zainteresowanym.
Jeśli więc zobaczycie kiedyś tekkotsu na tsubie - doceńcie ich wartość funkcjonalną i przyjrzyjcie się im bliżej. Gwarantuję, że je polubicie ;-)
Obecność tekkotsu jest z reguły cechą starszej tsuby i świadectwem dobrej jakości jej wykonania. Tekkotsu są do tego stopnia cenione, że w okresie Edo tsubako czasami naśladowali ten efekt odpowiednią obróbką tsuby za pomocą młotka. Skoro zjawisko tekkotsu jest tak cenione, musi mieć wartość praktyczną albo estetyczną. Ja sam odczuwam estetykę tekkotsu - przyznam, że bardzo lubię gdy w obracając tsubę w palcach wyczuwam te "żelazne kości" (choć nie jestem pewien czy nie mam tego aby dopiero od czasu kiedy dowiedziałem się jak bardzo to zjawisko jest cenione). Znając podejście Japończyków stawiałbym na wartość praktyczną, z której z kolei rodzi się estetyka (jeśli podba się Wam np. tradycyjne, ludowe budownictwo drewniane, to wiecie już o czym mówię).
Czym jest tekkotsu? Są na ten temat dwie teorie, które zresztą wcale się wzajemnie nie wykluczają: jedna z nich mówi, że to skupiska stali, które powstają w procesie obróbki żelaza (wielokrotne rozgrzewanie, składanie i skuwanie żelaza). Nie wchodząc w detale, które lepiej skomentuje specjalista (Panie Bartku, może miałby Pan ochotę?), zaznaczę, że tekkotsu zwiększa odporność tsuby na uderzenie, a to dzięki lokalnemu zmniejszeniu ciągliwości żelaza (tekkotsu tworzą "wyspy" o większej twardości, które zatrzymują pęknięcie). Druga teoria mówi, że tekkotsu to efekt uboczny "recyklingu" - tsubako korzystali z różnego rodzaju skrawków żelaza, które dodawane były do placka żelaza na tsubę. Tak czy owak, estetyka tekkotsu wyraźnie wyrasta z ich roli praktycznej, tj, wzmocnienia konstrukcji tsuby. Zapewne wzmocnienie takie miało sens, w szczególności przy niektórych tsubach sukashi (np. Kanayama czy Kyo-sukashi) lub też przy bardzo cienkich płytkach tsub ko-katchushi ("gruba" tsuba chyba nie potrzebuje tekkotsu...) Nota bene, świetny artykuł na temat podobieństwa materiałowego, funkcjonalnego i procesu produkcji żelaznych tsub i zbroi z okresu Muromachi napisali kilka lat temu Boris Markhasin i Andrew Mancabelli - polecam tę lekturę wszystkim zainteresowanym.
Jeśli więc zobaczycie kiedyś tekkotsu na tsubie - doceńcie ich wartość funkcjonalną i przyjrzyjcie się im bliżej. Gwarantuję, że je polubicie ;-)
na tym zdjęciu tsuby Owari (przepraszam za niską rozdzielczość)
widać w górnej częsci tsuby bardzo wyraźne tekkotsu
Subskrybuj:
Posty (Atom)









