Niedawno kupiłem książke autorstwa Nobuo Nakahara: "Facts and Fundamentals of Japanese Swords: A Collector's Guide". Właśnie kończę jej drugie czytanie i wiem, że będę do niej wielokrotnie wracał. Mogę tę interesującą pozycję rekomendować wszystkim entuzjastom nihonto, niezależnie od stopnia ich zaawansowania.
Książka ta pod wieloma względami jest owocem krytycznego nastawienia do ortodoksyjnych prawd dotyczących nihonto. Dlatego też bardzo mi się podoba - kontrowersyjne tezy zmuszają czytelnika do samodzielnego myślenia, a nie tylko bezkrytycznego cytowania autorytetów.
Niektóre z twierdzeń Nakahary mogę potwierdzić z własnego, skromnego doświadczenia - i tak np. często instynktownie czułem, że dany miecz jest doskonałej jakości, mimo że był pod wieloma względami niepozorny (tymczasem miał wyrazistą, spójną na całej długości linię nioiguchi - patrz pkt. 3 poniżej)
Pozwoliłem sobie na króciutkie zestawienie głównych tez książki:
1. Głownie mumei są "podejrzane" - nawet kazu-uchi-mono były sygnowane. W przypadku głowni o-suriage można było zachować sygnaturę techniką orikaeshi mei lub gaku mei. Jeśli nie została zachowana, to zapewne dlatego, że nie była autorstwa pierwszorzędnego kowala, albo też, że mamy do czynienia z późniejszą głownią, która została wykonana tak by wyglądać na o-suriage (vide pkt 2).
2. Wiele głowni o-suriage w rzeczywistości jest ubu, wykonanymi tak by wyglądać na głownie o-suriage starych mistrzów (autor bardzo ciekawie i logicznie uzasadnia to twierdzenie)
3. Doskonałość głowni manifestuje się nie we wzorze ani typie hada czy hamon. Liczy się jakość i spójność nioi-guchi, a efekty dodatkowe (tzw aktywność) nie mają większego znaczenia. Podobnie nieważne jest czy hada to mokume, itame, konuka, chirimen czy też muji. Tylko dobrze wykuta stal "przyjmie" wysokiej jakości hamon, niezależnie zresztą od jego typu.
4. Kiepski stan nakago często oznacza, że głownia była rozhartowana w pożarze a następnie wtórnie hartowana (saiha/yaki-otoshi)
5. furisode nakago to wynik adjustacji nakago w przypadku mocno zeszlifowanych tanto, które straciły hamachi.
6. uchi-zori (takenoko zori) nie jest oryginalnym kształtem głowni, ale wynikiem wysiłku togishi by utrzymać boshi (ta teza jest nb bardzo przekonywająca). Prosta górna sekcja starych o-suriage tachi też jest wynikiem wielokrotnego szlifowania.
7. nie ma Koto (zwłaszcza tych starszych) bez kizu. Brak kizu oznacza w większości przypadków jedynie to, że wady zostały umiejętnie ukryte przez togishi. Autor opisuje techniki kosmetyczne tuszujące wady i twierdzi nawet, że - paradoksalnie - gorszy technicznie togishi może nam oddać głownię w lepszym, bo bardziej autentycznym stanie, bez maskującej wady kosmetyki.
8. Mówienie, że nie akceptuje się hagire, podczas gdy daje się zwieść dorobionej przez togoshi linii hamon, tam gdzie linii hartowania już nie ma, jest nieporozumieniem.
Po lekturze tej książki być może inaczej spojrzycie na niejedną głownię. Serdecznie polecam jej lekturę.
Facts and Fundamentals of Japanese Swords: A Collector's Guide
Nobuo Nakahara, Paul Martin
192 stron
Kodansha International, 2010
Język: Angielski
ISBN-10: 4770031300
ISBN-13: 978-4770031303
na Amazon.com
wtorek, 11 stycznia 2011
Co to za motyw (Akasaka)
Ja mam na ten temat pewną teorię, ale może ktoś będzie chciał się wypowiedzieć? Wiadomo, że w tej tsubie widać chryzantemy, ale co jeszcze? W szczególności, co oznacza te dziwnie poszarpany element (położony na godz. 10:00? I co symbolizują obecne tam dwie dziurki? Ponadto, czym jest ta poprzeczna, skośnie ułożona belka?
Same zagadki... Ja już mam swą teorię, ale jestem ciekaw co Wy powiecie?
Same zagadki... Ja już mam swą teorię, ale jestem ciekaw co Wy powiecie?
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Yari jako tanto - Shimosaka Kazunori
Ciekawe sasaho-yari, oprawione jako tanto. Sygnatura: Shimosaka Kazunori (wszelkie informacje na jego temat będą mile widziane, bo sama szkoła jest dosyć znana).
Nie będe omawiał tego yari w detalu, sporo widać na zdjęciach, wspomnę tylko, że jest to głownia dobrze wykonana - nioiguchi wyraźny i jasny; hamon ma atrakcje typu nijuba i hotsure, a boshi wykazuje hakikake.
Na rynku jest sporo yari z masowej produkcji okresu Sengoku, ale ten egzemplarz znacznie przewyższa je jakością. Widać, że nie pochodzi z produkcji masowej (zresztą ta skończyła się gdy nastał pokój okresu Edo) i że jest to dzieło niezłego kowala.
Miłą cechą tej głowni jest to, że bo-hi jest wypełnione pięknie wykonaną, czerwoną laką. Rzadko się to spotyka, z reguły togishi woli wygładzić hi igłą, ponieważ robota w lace wymaga włączenia się dodatkowego specjalisty.
Podoba mi się oprawienie tego yari jako tanto - co ciekawe, shirasaya zachowuje krzywiznę, tak jak w przypadku prawdziwego tanto, mimo że głownia jest oczywiście prosta.
Niewielkie wymiary (nagasa 15,5 cm, nakago 9,5 cm) sprawiają, że to yari/tanto znakomicie nadaje się na kaiken.
Nie będe omawiał tego yari w detalu, sporo widać na zdjęciach, wspomnę tylko, że jest to głownia dobrze wykonana - nioiguchi wyraźny i jasny; hamon ma atrakcje typu nijuba i hotsure, a boshi wykazuje hakikake.
Na rynku jest sporo yari z masowej produkcji okresu Sengoku, ale ten egzemplarz znacznie przewyższa je jakością. Widać, że nie pochodzi z produkcji masowej (zresztą ta skończyła się gdy nastał pokój okresu Edo) i że jest to dzieło niezłego kowala.
Miłą cechą tej głowni jest to, że bo-hi jest wypełnione pięknie wykonaną, czerwoną laką. Rzadko się to spotyka, z reguły togishi woli wygładzić hi igłą, ponieważ robota w lace wymaga włączenia się dodatkowego specjalisty.
Podoba mi się oprawienie tego yari jako tanto - co ciekawe, shirasaya zachowuje krzywiznę, tak jak w przypadku prawdziwego tanto, mimo że głownia jest oczywiście prosta.
Niewielkie wymiary (nagasa 15,5 cm, nakago 9,5 cm) sprawiają, że to yari/tanto znakomicie nadaje się na kaiken.
niedziela, 9 stycznia 2011
Nihonto i tsuba w kamienicy "pod Gwiazdą" w Toruniu
Przepraszam, tym razem z czystego lenistwa publikuję tekst po angielsku (prosto z angielskojęzycznej wersji mojego bloga). Obym nie zapeszył, ale wygląda na to, że w maju 2011 będziemy mieli wystawę w Toruniu :-) Ot, wśród pracowników Muzeum Okręgowego w Toruniu spotkaliśmy entuzjastów Japonii i japońskiego miecza. A oto tekst:
It seems that the nihonto community in Poland is getting increasingly active. A new exhibition is planned in the District Museum of Toruń, a beautiful medieval city on the banks of the Vistula river and a UNESCO World Heritage site. The exhibition will take place in May 2011 and it will comprise several swords and even more tsuba, all from private Polish collections.
Toruń is famous as the birthplace of Nicolaus Copernicus, the astronomer genius, who as the Polish proverb goes "has halted the Sun and moved the Earth" and whose successor was Galileo, tried by the Inquisition and convicted in 1633 (rehabilitated by the Catholic Church in 1992). Another successor of Copernicus', Giordano Bruno, has expanded the Copernican model - he was burned at the stake for his audacity.
Back to nihonto - Torun, visted by tourists from all over the world, seems an unlikely setting for an exhibition of the Japanese sword and its guard, the tsuba. However, the site of the exhibition (a 13th century mansion adorned with a baroque facade in the late 17th century) is already housing some Far Eastern art today.
We have asked Ford Hallam for his consent to use the wonderful movie "Utsushi - in search of Katsuhira's tiger" for the exhibition. We are grateful and honoured to be able to show the work of one of the foremost contemporary tsuba-ko to the audience. I must admit that I am deeply impressed with the display of Ford's unbelieveble skill. I was deeply touched by the part where Ford, while commenting on the the lustrous finish of the future tsuba's surface has likened it to the Buddhist "mirror of the soul". To wrap up - Ford is a contemporary kodogu genius, and I must admit that I am saving to purchase one of his Higo-inspired tsuba.
See you in Torun :-)
It seems that the nihonto community in Poland is getting increasingly active. A new exhibition is planned in the District Museum of Toruń, a beautiful medieval city on the banks of the Vistula river and a UNESCO World Heritage site. The exhibition will take place in May 2011 and it will comprise several swords and even more tsuba, all from private Polish collections.
Toruń is famous as the birthplace of Nicolaus Copernicus, the astronomer genius, who as the Polish proverb goes "has halted the Sun and moved the Earth" and whose successor was Galileo, tried by the Inquisition and convicted in 1633 (rehabilitated by the Catholic Church in 1992). Another successor of Copernicus', Giordano Bruno, has expanded the Copernican model - he was burned at the stake for his audacity.
Back to nihonto - Torun, visted by tourists from all over the world, seems an unlikely setting for an exhibition of the Japanese sword and its guard, the tsuba. However, the site of the exhibition (a 13th century mansion adorned with a baroque facade in the late 17th century) is already housing some Far Eastern art today.
We have asked Ford Hallam for his consent to use the wonderful movie "Utsushi - in search of Katsuhira's tiger" for the exhibition. We are grateful and honoured to be able to show the work of one of the foremost contemporary tsuba-ko to the audience. I must admit that I am deeply impressed with the display of Ford's unbelieveble skill. I was deeply touched by the part where Ford, while commenting on the the lustrous finish of the future tsuba's surface has likened it to the Buddhist "mirror of the soul". To wrap up - Ford is a contemporary kodogu genius, and I must admit that I am saving to purchase one of his Higo-inspired tsuba.
See you in Torun :-)
wtorek, 4 stycznia 2011
Tosho czy ko-tosho
Ciekawa tsuba: Wykonana z żelaza, wykończenie powierzchni tsuchime, brak hitsu-ana, do tego wycięcia inome nadające jej kształt, który znakomicie pasowałby do tachi. Origami NBTHK podaje atrybucję dosyć konserwatywnie i jak zwykle raczej oszczędnie - Tosho. Wymiary 8,6 x 8,2 cm, grubość 2,5 mm seppa-dai i 3 mm na krawędzi. Głęboka, ciemnobrązowa patyna.
Ta tsuba może pochodzić z późnego okresu Muromachi lub Momoyama, wczesnego okresu Edo. Możliwe też, że jest to tsuba z końcowego okresu Edo, wykonana w czasie, kiedy wracano do starych wzorów i kiedy powstały liczne tsuby "Nobuiye", "Yamakichibei" czy też "Kaneiye".
Ja uważam, że tsuba ta powstała w okresie Momoyama lub we wczesnym Edo.
Ta tsuba może pochodzić z późnego okresu Muromachi lub Momoyama, wczesnego okresu Edo. Możliwe też, że jest to tsuba z końcowego okresu Edo, wykonana w czasie, kiedy wracano do starych wzorów i kiedy powstały liczne tsuby "Nobuiye", "Yamakichibei" czy też "Kaneiye".
Ja uważam, że tsuba ta powstała w okresie Momoyama lub we wczesnym Edo.
niedziela, 24 października 2010
Ono czy Sadahiro?
Przyjechała do mnie ciekawa tsuba, przedstawiająca buddyjskie koło Dharmy. Określono ją jako tsubę Ono. W źródłach jest trochę mało informacji na temat tej szkoły (jeśli wogóle to była szkoła), wiemy zasadniczo tylko tyle że tsuby "Ono" były produkowane w prowincji Owari, podobnie jak np. Kanayama.
Inna możliwa atrybucja (podpowiedziana mi przez Pana Andrzeja) to Owari Sadahiro.
Inna możliwa atrybucja (podpowiedziana mi przez Pana Andrzeja) to Owari Sadahiro.
poniedziałek, 6 września 2010
Jak się to robi w Kamakurze
Niezmordowany Kier we wrześniu znów wybiera się do Japonii. W
oczekiwaniu na jego relację zamieszczam kilka zdjęć z poprzedniego
pobytu...
Na zdjęciach kuźnia i sesja kantei :-)
Na zdjęciach kuźnia i sesja kantei :-)
piątek, 14 maja 2010
Wystawa w Manngha - po wernisażu
Niedawno miałem okazję uczestniczyć w wernisażu wystawy "Piękno wykute w stali" w Krakowie. Wystawa została zorganizowana przez Polską Sekcję Miecza Japońskiego Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy oraz Muzeum Manggha.
Na wystawie zostało zgromadzonych, skatalogowanych, i wystawionych prawie 80 mieczy (w tym jeden klasy Juyo!) oraz 278 tsub. Nie muszę chyba mówić, że jest to największa wystawa nihonto jaka kiedykolwiek została zorganizowana w naszym kraju. Teraz kilka słów o tym jak wyglądał wernisaż i kilka zdjęć, które choć kiepskie, może zachęcą tych z Was, których na wernisażu nie było, do odwiedzenia wystawy. Jeśli nie ma cie ochoty czytać dalej, tylko skoczyć so zdjęć, to powiem tylko: naprawdę warto odwiedzić tę znakomitą wystawę.
Wracam do opisu. Pierwsza miła niespodzianka - na wernisaż przybyło ok. 200 osób, z czego wystawiający kolekcjonerzy stanowili niewielki odsetek (wystawiono miecze i tsuby z 15 kolekcji). W holu Muzeum Manggha na ekranie plazmowym wyświetlano film o mieczu japońskim - produkcję National Geographic). Po przemówieniach i poczęstunku goście zaczęli zwiedzać ekspozycję.
Tu druga, bardzo miła niespodzianka - poziom ekspozycji był naprawdę bardzo wysoki. Miecze umieszczono w gablotach, gdzie spoczywały na stojakach okrytych ciemnym suknem, tsuby umieszczono przeważnie w dużych płaskich gablotach wiszących na ścianach, na jasnym tle.
Miecze podzielono w klasyczny sposób - wg. okresu w którym je wykonano, a więc koto, shinto, shinshinto i gendaito. W niektórych gablotach umieszczono obok mieczy również japońskie drzeworyty przedstawiające samurajów, uczyniono to jednak w sposób tak dyskretny, że nie przesłoniły one właściwego przedmiotu wystawy. I tak np. w gablocie przedstawiającej naginatę oraz kilka naginata naoshi, można było podziwiać drzeworyt autorstwa Yoshitoshi'ego ("patrol w świetle księżyca" z serii "100 widoków księżyca"), na którym widać konnego samuraja z naginatą właśnie.
Wielką ozdobą były dwie kompletne zbroje samurajskie - jedna z łukiem yumi, druga z naginatą. Robiły świetne wrażenie.
Byłem niedawno w Victoria and Albert Museum oraz w British Museum i muszę powiedzieć, że abstrahując od tego, że w Manggha wystawiono o wiele więcej mieczy i tsub, to poziom ekspozycji był w każdym z tych muzeum bardzo podobny, czyli bardzo wysoki. Mamy prawdziwie europejską wystawę.
Zachęcam serdecznie do odwiedzenia tej wystawy. W trochę późniejszym terminie zostanie wydany katalog, który jest obecnie przygotowywany. Warto będzie sprawić sobie egzemplarz. Chwilowo do dyspozycji jest niewielka broszurka przygotowana przez Manggha, ale to oczywiście nie to samo, mimo że jest ładnie zrobiona i pokazuje niektóre eksponaty.
Informacje na temat wystawy znajdziecie na stronach Manghha
Mariusz
Na wystawie zostało zgromadzonych, skatalogowanych, i wystawionych prawie 80 mieczy (w tym jeden klasy Juyo!) oraz 278 tsub. Nie muszę chyba mówić, że jest to największa wystawa nihonto jaka kiedykolwiek została zorganizowana w naszym kraju. Teraz kilka słów o tym jak wyglądał wernisaż i kilka zdjęć, które choć kiepskie, może zachęcą tych z Was, których na wernisażu nie było, do odwiedzenia wystawy. Jeśli nie ma cie ochoty czytać dalej, tylko skoczyć so zdjęć, to powiem tylko: naprawdę warto odwiedzić tę znakomitą wystawę.
Wracam do opisu. Pierwsza miła niespodzianka - na wernisaż przybyło ok. 200 osób, z czego wystawiający kolekcjonerzy stanowili niewielki odsetek (wystawiono miecze i tsuby z 15 kolekcji). W holu Muzeum Manggha na ekranie plazmowym wyświetlano film o mieczu japońskim - produkcję National Geographic). Po przemówieniach i poczęstunku goście zaczęli zwiedzać ekspozycję.
Tu druga, bardzo miła niespodzianka - poziom ekspozycji był naprawdę bardzo wysoki. Miecze umieszczono w gablotach, gdzie spoczywały na stojakach okrytych ciemnym suknem, tsuby umieszczono przeważnie w dużych płaskich gablotach wiszących na ścianach, na jasnym tle.
Miecze podzielono w klasyczny sposób - wg. okresu w którym je wykonano, a więc koto, shinto, shinshinto i gendaito. W niektórych gablotach umieszczono obok mieczy również japońskie drzeworyty przedstawiające samurajów, uczyniono to jednak w sposób tak dyskretny, że nie przesłoniły one właściwego przedmiotu wystawy. I tak np. w gablocie przedstawiającej naginatę oraz kilka naginata naoshi, można było podziwiać drzeworyt autorstwa Yoshitoshi'ego ("patrol w świetle księżyca" z serii "100 widoków księżyca"), na którym widać konnego samuraja z naginatą właśnie.
Wielką ozdobą były dwie kompletne zbroje samurajskie - jedna z łukiem yumi, druga z naginatą. Robiły świetne wrażenie.
Byłem niedawno w Victoria and Albert Museum oraz w British Museum i muszę powiedzieć, że abstrahując od tego, że w Manggha wystawiono o wiele więcej mieczy i tsub, to poziom ekspozycji był w każdym z tych muzeum bardzo podobny, czyli bardzo wysoki. Mamy prawdziwie europejską wystawę.
Zachęcam serdecznie do odwiedzenia tej wystawy. W trochę późniejszym terminie zostanie wydany katalog, który jest obecnie przygotowywany. Warto będzie sprawić sobie egzemplarz. Chwilowo do dyspozycji jest niewielka broszurka przygotowana przez Manggha, ale to oczywiście nie to samo, mimo że jest ładnie zrobiona i pokazuje niektóre eksponaty.
Informacje na temat wystawy znajdziecie na stronach Manghha
Mariusz
środa, 24 marca 2010
Yanone w różnym stanie - ciekawe przykłady
Poniżej egzemplifikacja różnych stanów yanone, wraz ze zdjęciami i tekstem od p. Krzysztofa. Przepraszam, że trwało to tak długo i życzę ciekawej lektury :-)
Pamiętajmy jednak, że Yanone były kute z tej samej stali i tymi samymi technikami co miecze. Oto efekty jakie możemy obserwować na powierzchni Yanone po szlifie:
Najczęściej jednak można nabyć groty, które po usunięciu delikatna stalową szczotką niezwiązanej rdzy wygladają jak poniżej:
Zainwestowanie trochę czasu w polerowanie może nam przynieść miłą niespodziankę. Pojawia się Hamon, Hada i sygnatura Hide (nota bene ten grot kosztował 33 USD):
Yanone po opuszczeniu kuźni wygladały mniej więcej tak (proszę zwrócic uwagę na ślady zabezpieczenia przed korozją za pomocą urushi widoczne na lewym grocie):
Pamiętajmy jednak, że Yanone były kute z tej samej stali i tymi samymi technikami co miecze. Oto efekty jakie możemy obserwować na powierzchni Yanone po szlifie:
Najczęściej jednak można nabyć groty, które po usunięciu delikatna stalową szczotką niezwiązanej rdzy wygladają jak poniżej:
Często spotykanym zabiegiem jest pozostawienie jednej strony grotu bez szlifu. Oto grot z motywem Inome i Sakura, strona nie szlifowana z sygnaturą Echizen, w towarzystwie Togari-ya i Watakusi w pełnym japońskim szlifie:
Zainwestowanie trochę czasu w polerowanie może nam przynieść miłą niespodziankę. Pojawia się Hamon, Hada i sygnatura Hide (nota bene ten grot kosztował 33 USD):
czwartek, 11 marca 2010
nie miecz, nie tsuba, lecz... Yanone i Yarijiri !!!
Niniejszy post nie jest mojego autorstwa, został w całości przygotowany przez p. Krzysztofa, który od kilku lat interesuje się mało znanym w Polsce rodzajem broni japońskiej, jakim są yanone, czyli groty samurajskich strzał. Ponieważ, podobnie jak większość entuzjastów nihonto w Polsce, nie znam tej arcyciekawej tematyki, oddaję głos panu Krzysztofowi, jednocześnie dziękując serdecznie za wspaniałomyślną gotowość podzielenia się częścią swej wiedzy na łamach niniejszego bloga:
Yanone i Yarijiri
Kolekcjonerzy mieczy japońskich Nihonto, zafascynowani ich głowniami stanowiącymi szczytowe osiągnięcie wytwórstwa broni białej, a także elementami ich oprawy o wysokiej wartości artystycznej, nie są często świadomi faktu, że przez wieki miecz nie był podstawowym orężem samuraja. Poza okresem pokoju, erą Edo, najbardziej rozpowszechnioną bronią był łuk yumi, a po nim włócznia yari. Według Stephena Turnbulla samuraje byli przede wszystkim konnymi łucznikami, a nie szermierzami. Jeszcze w okresie bitwy pod Sekigaharą walki rozpoczynały się od ostrzału z łuków i broni palnej, następnie do akcji wkraczali ashigaru uzbrojeni we włócznie, a dopiero po skruszeniu ich drzewcy dobywano mieczy.
Sztuka używania łuku Kyujutsu cieszyła się ogromną estymą wśród klasy samurajów i jest kultywowana do dnia dzisiejszego jako droga łuku Kyudo. W łucznictwie szkolona była od najmłodszych lat arystokracja. Ceniona zwłaszcza była umiejętność trafienia celu strzałą wypuszczoną przez samuraja dosiadającego konia w galopie. O wyczynach największych łuczników powstały legendy, często znajdujące odzwierciedlenie na dziełach sztuki.
Każdemu z elementów składających się na ekwipunek łucznika można poświęcić odrębną książkę. W niniejszym artykule uwagę poświęcimy różnym formom grotów strzał samurajskich zwanych yanone (grot strzały) lub yajiri (mała włócznia).
Yanone wytwarzane były z żelaza, rogu, kości, drewna, a w czasach antycznych – miedzi i kamienia. W dalszym ciągu ograniczymy się do omówienia grotów żelaznych. Miały one wiele form od bardzo prostych używanych na polu walki i podczas polowań, do dużych zdobionych form, wykonanych z niezwykłą starannością i artyzmem używanych jako wota dla świątyń, dary dla możnowładców daimyo lub dla wasali za świadczone usługi, a także podczas parad i różnego rodzaju ceremonii.
Głownie grotu miały najczęściej długość 3 do 6 cm. Rzadko spotykane, ale bardzo cenione groty zwane tametomonoya osiągały długość głowni 20 cm. Wszystkie groty strzał japońskich posiadają trzpienie pozwalające na ich zamontowanie w pustych w środku, bambusowych strzałach ya. Trzpienie cennych egzemplarzy są starannie wykute, zdobione yasurime, czasami z wykutą sygnaturą mei, uproszczoną ze względu na niewielką grubość trzpienia. Cenione są długie trzpienie, sięgające 60 cm a nawet 1 m.
Panuje opinia, że yanone były kute z jednego kawałka żelaza. Nie jest to jednak reguła. Dokładne oględziny pozwalają stwierdzić, że w wielu przypadkach głownia i trzpień były skuwane, a nawet zlutowane z dwu odrębnych elementów. Kuciem yanone zajmowali się nie tylko wyspecjalizowani kowale ale również miecznicy i płatnerze. Klasyczne yanone są zawsze kute. Egzemplarz odlewany to z całą pewnością podróbka lub „pamiątka” dla turystów.
Różne formy yanone wynikały z różnych potrzeb: przebijania zbroi, zadawania dużych ran, zwalczania okrętów czy też przeciwko konnicy.
Nazwy yanone najczęściej wskazują na formę, rzadziej na przeznaczenie. Literatura nie jest jednomyślna co do nazewnictwa podstawowych formy yanone. Dla potrzeb niniejszego artykułu przyjęto 3 podstawowe typy yanone z wieloma podtypami i odmianami:
Karimata – kształt „stopy dzikiej gęsi”, rozwidlona.
Ryokai – karimata o prawie płaskim rozwidleniu
Nomine – ostrze jak przecinak, dłuto (inne spotykane nazwy to tagone-ya lub tatewari)
Togari-ya – kształt spiczasty, z wieloma wariacjami np.:
Hirane – płaskie, najczęściej zdobione ażurem sukashi
Watakusi – „wypruwacz wnętrzności” z zadziorami powodującymi duże rany przy ich usuwaniu
Yanagi-ha – liść wierzby
Sasano-ha – liść bambusa
Tadenari – liść pokrzywy
Torijita – język ptaka
Rizetsu - język smoka
Kenjiri, Tsurugijiri – w kształcie głowni miecza ken
Sankaku – o przekroju trójkątnym
Tobi Naoshi – szybujący jastrząb
Często spotykane są yanone, zwłaszcza hirane, zdobione ażurami sukashi przedstawiającymi motyw inome, sakura, ume bądź rzadziej herb rodowy mon czy też kanji, znaki pisma japońskiego, a nawet całe frazy zawierające nazwy klanów, prowincji, imiona bogów, modlitwy i inwokacje. Takie yanone, osiągające niejednokrotnie znaczne wymiary i ciężar, były często składane w darze dla świątyń. Yanone zawierające rzeźbione sceny lub postacie są obecnie dużym rarytasem i osiągają znaczne ceny.
Istnieją różne hipotezy dotyczące przeznaczenia tych bogato zdobionych grotów, pomijając przeznaczenie ceremonialne, wotywne czy jako dar. Najpopularniejsza z nich mówi, że były one osadzone w strzałach uwasashi (główna strzała), która była ostatnią strzałą w kołczanie samuraja, wypuszczaną tylko w przypadku kiedy bitwa została przegrana, po czym pozostało tylko popełnienie seppuku.
Karimata były przeznaczone głównie do zadawania rozległych ran, podczas polowań oraz do niszczenia ożaglowania okrętów. Popularna nazwa „przecinacz sznurów” raczej nie znajduje potwierdzenia. Trudno wyobrazić sobie przecięcie olinowania okrętu czy też sznurów zbroi za pomocą takiej strzały.
Nomine były przeznaczone do rozbijania zbroi przeciwnika natomiast togari-ya do jej przebijania.
Watakusi zaś służyły do eksterminacji wroga przez zadawanie dużych ran, jako że dla usunięcia najprościej je było przepchać na wylot poprzez ciało.
Yanone miały dużą wartość materialną i były skrzętnie zbierane z pola bitwy. Obecnie są cennym przedmiotem kolekcjonerskim. Proste yanagiha można nabyć już od kilkudziesięciu dolarów za sztukę. Bogato zdobione hirane, karimata czy watakusi osiągają ceny od kilkuset do kilku tysięcy dolarów. Tych ostatnich brak jest jednak w przedstawianej kolekcji.
Hirane ceremonialne
Hirane sukashi
Karimata
Motohira z Manji (buddyjska sfastyka)
Nomine, Kenjiri, Sampaku Maku Nuki
Sasanoha, yanagiba, togari-ya
sygnowana "Motohira" (w oprawie shirasaya)
Ceremonialna togari
Małe togari-ya
Watakusi, Kira-Ha-Hirane, Tobi Naoshi
sygnowana "Yamato no kami Motohira"
piątek, 5 marca 2010
Koto - hitatsura w sashikomi.
Obiecałem ten artykuł, zatem po tsubowym maratonie opisuję dzisiaj całkiem ciekawy miecz. Ciekawy jest nie dlatego, że jest majstersztykiem znanej szkoły, albo też że sygnatura świadczy o tym, że wyszedł spod ręki jednego z Nihon San Saku* - nie, ten miecz jest skromny i całkiem zwyczajny. Interesujące jest w nim raczej tylko to, że nie tylko krawędź głowni, ale większość jej powierzchni jest hartowana (taki hamon nazywa się hitatsura - tobiyaki występuja w nim licznie na całej głowni, włącznie z jej grzbietem) ) i że został oszlifowany w Japonii w stylu klasycznym (sashikomi). Miecz ma następujące wymiary:
nagasa: 52 cm
moto-kasane: 7 mm
moto-haba: 29 mm
Sygnowany "Bishu ju Yoshiharu", pochodzi zapewne z XVI wieku i jak na koto przystało ma drobne kitae-ware czyli rozlaminowania. Stal "starych mieczy" (koto) nie była tak ścisła jak "nowych mieczy" (shinto), stąd rozlaminowania warstw są w tych pierwszych relatywnie częste. Autor miecza mieszkał w prowincji Owari i nic więcej o nim nie wiadomo, choć pewnie w spisie Hawleya znajdziemy to imię. Mamy zatem przynajmniej gwarancję, że ta sygnatura nie jest sfałszowana ;-)
Hamon składa się z ko-nie i z nielicznych nie, których ilość zwiększa się w okolicach sztychu (kissaki). Linia hartowania jest jasna, choć nieco słabsza w dolnej partii głowni po stronie ura. Tam też tobiyaki nie są tak twarde jak na pozostałej powierzchni głowni.
Miecz jest szlifowany w klasycznym stylu (sashikomi), nie zaś w powszechnym obecnie stylu hadori (zwanym również keisho - czyli dosłownie "makijażowy"). Przypomnę tylko, że po hadori miecz wygląda bardzo elegancko, hamon jest pięknie skontrastowany, jasny i "lśniący", natomiast po sashikomi miecz wygląda skromniej, jest bardziej stonowany i mniej rzuca się w oczy. Nota bene dla mieczy hartowanych hitatsura trudno wyobrazić sobie stosowanie szlifu hadori. Jeśli kogoś intersują detale, polecam The Art of Japanese Sword Polishing, autorstwa Setsuo Takaiwa, Yoshindo Yoshihara, Leon Kapp i Hiroko Kapp.
Ten miecz to naprawdę długi wakizashi (tylko 8 cm dzieli go od minimalnej długości miecza katana). Dosyć rzadko spotyka się tak długie głownie o płaskiej konstrukcji (hira zukuri). Miecz sprawia wrażenie normalnej broni, przeznaczonej dla szeregowego samuraja. Jest na wskroś "uczciwy" - to po prostu broń, przedmiot utylitarny, którego urok wynika jedynie z funkcjonalności. Hitatsura nadaje mu "dziki" wygląd i wraz z kształtem, decyduje o jego swoistym uroku.
Dla "detektywów" wśród Was umieściłem również zdjęcie sygnatury - może ktoś z Was znajdzie jakieś informacje o autorze tego miecza?
* Nihon San Saku: trzech największych japońskich mistrzów: Go Yoshihiro, Masamune i Awataguchi Yoshimitsu
nagasa: 52 cm
moto-kasane: 7 mm
moto-haba: 29 mm
Sygnowany "Bishu ju Yoshiharu", pochodzi zapewne z XVI wieku i jak na koto przystało ma drobne kitae-ware czyli rozlaminowania. Stal "starych mieczy" (koto) nie była tak ścisła jak "nowych mieczy" (shinto), stąd rozlaminowania warstw są w tych pierwszych relatywnie częste. Autor miecza mieszkał w prowincji Owari i nic więcej o nim nie wiadomo, choć pewnie w spisie Hawleya znajdziemy to imię. Mamy zatem przynajmniej gwarancję, że ta sygnatura nie jest sfałszowana ;-)
Hamon składa się z ko-nie i z nielicznych nie, których ilość zwiększa się w okolicach sztychu (kissaki). Linia hartowania jest jasna, choć nieco słabsza w dolnej partii głowni po stronie ura. Tam też tobiyaki nie są tak twarde jak na pozostałej powierzchni głowni.
Miecz jest szlifowany w klasycznym stylu (sashikomi), nie zaś w powszechnym obecnie stylu hadori (zwanym również keisho - czyli dosłownie "makijażowy"). Przypomnę tylko, że po hadori miecz wygląda bardzo elegancko, hamon jest pięknie skontrastowany, jasny i "lśniący", natomiast po sashikomi miecz wygląda skromniej, jest bardziej stonowany i mniej rzuca się w oczy. Nota bene dla mieczy hartowanych hitatsura trudno wyobrazić sobie stosowanie szlifu hadori. Jeśli kogoś intersują detale, polecam The Art of Japanese Sword Polishing, autorstwa Setsuo Takaiwa, Yoshindo Yoshihara, Leon Kapp i Hiroko Kapp.
Ten miecz to naprawdę długi wakizashi (tylko 8 cm dzieli go od minimalnej długości miecza katana). Dosyć rzadko spotyka się tak długie głownie o płaskiej konstrukcji (hira zukuri). Miecz sprawia wrażenie normalnej broni, przeznaczonej dla szeregowego samuraja. Jest na wskroś "uczciwy" - to po prostu broń, przedmiot utylitarny, którego urok wynika jedynie z funkcjonalności. Hitatsura nadaje mu "dziki" wygląd i wraz z kształtem, decyduje o jego swoistym uroku.
Dla "detektywów" wśród Was umieściłem również zdjęcie sygnatury - może ktoś z Was znajdzie jakieś informacje o autorze tego miecza?
* Nihon San Saku: trzech największych japońskich mistrzów: Go Yoshihiro, Masamune i Awataguchi Yoshimitsu
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































